niedziela, 17 kwietnia 2011

Projekt II - Krzeszowice

Tak, wiem. W planach były do zobaczenia całkiem inne miejsca, chociaż też nieco na wschód od miejsca naszego zamieszkania. Ostatecznie zamiast Niegowonic wybraliśmy Krzeszowice i kamieniołom w pobliżu kopalni wapienia "Czatkowice" (oczywiście, zakaz wstępu, ostrzeżenia o strefie rażenia nikogo oprócz mnie nie wystraszyły). Same miasteczko znajduje się na obszarze Rowu Krzeszowickiego, który jest mezoregionem geologicznym (trzeciorzędowe zapadlisko tektoniczne, osady mioceńskie, nad nimi piaski i gliny czwartorzędowe). Ponadto podczas ruchów alpejskich powstało kilka wcinających się w skorupę intruzji magmowych, dlatego też na terenie płyty znajdują się między innymi porfiry, dolomity, czy diabazy. (źródło wiki)


Las w okolicach Bartlowej Góry był początkiem naszej wycieczki. Tam, ku uciesze Brzozy, i lekkim szoku Wiktora znaleźliśmy (po prostu leżała na wąskiej ścieżce) zdechłą kunę, prawdopodobnie domową. Zestresowaliśmy się dzikiem-widmo, po czym już ostatecznie ruszyliśmy (zgodnie z mapą, jak prawdziwi podróżnicy) w stronę kamieniołomu. Z rzeczy do "zobaczenia" minęliśmy krzyż milenijny oraz kamienny ołtarz.

W drodze powrotnej znaleźliśmy prawdopodobnie kawałek amonita (! sukces !), a wcześniej trochę talku, kalcytu, kwarcu. Idąc na pociąg zahaczyliśmy o pizzerię (dobra pizza, paskudny lokal), po czym plackiem leżeliśmy na peronie. 

sobota, 2 kwietnia 2011

Projekt I - Dolomity Bytom


Gwoli wstępu powinnam napisać czym się zajmuję (a raczej czym zajmuję z moimi dobrymi znajomymi) i jaki w tym mam(y) cel.
Naszą karierę edukacyjną postanowiliśmy wziąć w swoje leniwe ręce i zacząć robić coś "ponad" - a dokładnie, wiedzę teoretyczną na własną rękę praktykować w terenie. Zajmujemy się w głównej mierze geologią, a oprócz tego mieliśmy do czynienia z zoologią oraz botaniką. Opisywanie tego na blogu ma nam dać motywację do bardziej wytężonej pracy i do posiadania pamiątki na przyszłość ;)

Projekt I - Dolomity Bytom
Naszym pierwszym, spontanicznym pomysłem był krótki wypad na bytomskie dolomity. Pojechałam tam oczywiście z Jakubem Be. Nie będę się rozwlekać nad tym, że mieliśmy maleńkie problemy transportowe :), ważne że ostatecznie naszym oczom ukazał się mniej więcej taki oto widok.



Nazbieraliśmy całkiem niezłą ilość "kamieni", naprawdę, cała okolica była niesamowita (może nie tak niesamowita jak Tatry, czy Góry Stołowe, ale swój urok miała). Co dokładnie znalazło się w moich torebkach po jajcach, będę oceniać wieczorem. Dodam tylko, że znaleźliśmy budzące się życie w postaci niemrawych  jeszcze nielicznych żab, dwóch jaszczurek i pozostałości po zającach :).
Na skarpach, wśród żwirów znaleźliśmy podbiał zwyczajny. Projektem następnym są Niegowonice (tym razem w poszukiwaniu skamieniałości) oraz pobocznie giełda, na której jeszcze jakiś czas temu chciałam sobie sprawić selenitowe jajko.



Ps. Duch w narodzie nie ginie, gdyż ujrzeliśmy bandę 10 osób z podstawówki, bądź gimnazjum zakładającą z pasją rękawiczki i zbierającą śmieci.